sobota, 31 maja 2014

Lekcja muzyczna: Jack of all trades and master of none. Utwór: "Wild Honey"

Temat lekcji: Co oznacza “Jack of all trades, master of none“?
Wykonawca: Hugh Laurie
Utwór: Wild Honey

W tym skocznym, lekko swingującym wykonaniu Wild Honey, wśród prawdziwie dzikiej słodyczy melodii, miodnych akordów i atmosfery rodem z nowojorskich barów, w których drinki z wisienką nieodmiennie towarzyszą odgrywanym na fortepianie nutom; wśród igraszek słownych, humorystycznych akcentów oraz zabawy z jazzowymi konwencjami, odnajdziemy sędziwe angielskie porzekadło, które ewidentnie po dziś dzień panoszy się w potocznej mowie. Zwróćcie uwagę na kocówkę pierwszej zwrotki, a na pewno nie umknie ono waszym uszom.

piątek, 30 maja 2014

Pochodzenie nazw angielskich miast

Dziś przyjrzymy się bliżej nazwom brytyjskich metropolii, mieścin i wiosek. Wędrując palcem po mapie Wielkiej Brytanii, można natknąć się na iście zaskakujące miejsca, jak chociażby Nasty, Ugley, Crackpot, Pratt's Bottom, The Bog, Apes Dale, Brown Willy czy Cockup Bottom (niedowiarków zachęcam do sprawdzenia Google Maps). Zapewne za powyższymi nazwami kryją się nie lada opowiastki, furgony beczek śmiechu, sprośne i przaśne perypetie, których jednakowoż musicie poszukać sami, albowiem niniejszy wpis traktuje o bardziej uniwersalnym i powszechnie spotykanym nazewnictwie. Powód jest prosty: gdybym chciał szczerze i obiektywnie opisać historię Pratt's Bottom, nie ukrywając istotnych szczegółów wdać się w pochodzenie Brown Willy, albo choć pobieżnie nakreślić etymologię Cockup Bottom – cóż, musiałbym zmienić kategorię bloga na coś dużo mniej cenzuralnego, zawierającego sceny dantejskie z minimum siódmego kręgu piekła, podlane filuternym słownictwem (eufemistycznie rzecz ujmując) i ozdobione obrazkami, na myśl o których rumienią mi się jagody. Tak więc lepiej zostańmy przy nazwach przyzwoitych.

czwartek, 29 maja 2014

False friends, czyli dwulicowe słowa

Po czym poznamy prawdziwych przyjaciół? Cóż, zapewne istnieje wiele wyznaczników. Irlandzki poeta, prozaik i dramatopisarz Oscar Wilde proponuje następującą definicję:
A true friend stabs you in the front.
(Prawdziwy przyjaciel dźgnie cię od przodu.)
Drogą dedukcji i analogii łatwo można wywnioskować, iż przyjaciele fałszywi nic tylko czają się ze sztyletami na nasze plecy. Iście przerażająca wizja. Wymiar grozy rośnie jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że w języku angielskim owi fałszywi przyjaciele chytrze czyhają za co drugim metaforycznym rogiem słownikowych kart, zastawiając językowe pułapki i prowokując do popełnienia błędu. Przyjrzyjmy się bliżej tym faryzejskim szubrawcom.

środa, 28 maja 2014

Lekcja muzyczna: Przysłowie o trawie i płocie. Utwór: "High Hopes”


Temat lekcji: The grass is always greener on the other side of the fence
Wykonawca: David Gilmour
Utwór:
High Hopes
 
Mam dla was dwie wiadomości. Domyślacie się zapewne, jakimi przymiotnikami mógłbym je opisać. Co jednakowoż sobie daruję, by nie uprzedzać faktów, nie odstraszać potencjalnych czytelników, nie powielać klasycznych scenariuszy. Do rzeczy zatem! Po pierwsze, dziś zajmiemy się jednym z najpopularniejszych angielskich porzekadeł, które znać po prostu wypada, bez grymaszenia i kręcenia nosem. Naukę umili nam mistrzowskie wykonanie High Hopes, w którym chwytająca poetycka nostalgia, wirtuozeria i piękno kompozycji prześcigają się nawzajem, co takt pokonując kolejne muzyczne wyżyny.

wtorek, 27 maja 2014

Darmowa biblioteka audiobooków

Cóż może być przyjemniejszego niż spacer z audiobbokiem, gdy otaczająca nas przyroda koi zmysły, a słowa płynące do złaknionych narracji uszu karmią duszę? No cóż? Może ewentualnie spacer z atrakcyjną kobietą w zwiewnej sukience. Albo – co kto woli - z przystojnym mężczyzną, który nie dość, że potrafi gotować, to jeszcze ma prawo jazdy i nieźle tańczy. Albo zamiast spaceru można by od razu przejść do przyjemności natury nieco mniej cenzuralnej. Ale poza sprawami damsko-męskimi ciężko wyobrazić sobie większe rozkosze, niż rzeczone audiobooki. No dobra, fajnie też pozbierać grzyby czy jagody, piknik urządzić, w jeziorze się wykąpać, na rowerze pojeździć… Jednakże spacer z książką w uszach na pewno plasuje się w pierwszej, bo ja wiem, setce najprzyjemniejszych rozrywek. Gdy dodam, że ową książkę można mieć za darmo (co w Polsce aż tak nie powinno dziwić) i na dodatek legalnie (ha!), przyjemność słuchania powinna wskoczyć do pierwszej dwu… trzydziestki.

poniedziałek, 26 maja 2014

Lekcja muzyczna: Idiom devil may care. Utwór: "Devil May Care”

Temat lekcji: : Idiom devil may care
Wykonawca: Diana Krall

Dziś na warsztat weźmiemy iście piekielny idiom, rodem z najgłębszych czeluści angielskiej frazeologii. Jednakże przed chwyceniem owej słownikowej bestii za rogi, posłuchajmy utworu, który pomimo diabła w tytule okazuje się być frywolną, skoczną i przyjemną dla ucha kompozycją.




Pod koniec pierwszej zwrotki usłyszymy następujące słowa:

niedziela, 25 maja 2014

Problematyczna liczba mnoga: fish / fishes i fruit / fruits

Ryby i owoce w języku angielskim (szczególnie w liczbie mnogiej) są na tyle lingwistycznie ciężkostrawne, że potrafią przyprawić o mdłości lingwistów uparcie próbujących przetrawić sekret ich gorzkiej gramatycznej natury. Słowniki okazują się marnym remedium na ów przypadłość, jako że odnajdziemy w nich obydwa słowa zarówno w formie rzeczowników policzalnych (regularnych i nieregularnych), jak i niepoliczalnych. Którą zatem formę wybrać i czy w ogóle jest między nimi jakakolwiek różnica?

Zacznijmy od ryb. Biorąc pod uwagę wpisy słownikowe, wciąż dopuszczalne są dwie formy liczby mnogiej: fish oraz fishes, jednakże druga z form zdaje się zanikać w języku używanym przez Native Speakerów. Jak możemy przeczytać w Collins Cobuild English Usage (CCEU)